Wspominka.

Z tego dnia pamiętam krzyk i strach. Łzy leciały po moich policzkach, wołałam o pomoc. Widziałam tylko oddalającą się twarz mamy. Krzykiem próbowałam zagłuszyć ból związany z rozstaniem. Przeklinałam chwilę, w której musiało do tego dojść, przez płacz nie mogłam porządnie oddychać. Zanosząc się, krzyczałam… bałam się. Wtedy mama dobiegła do mnie, nie pozwoliła na rozstanie.

I tak skończyła się moja pierwsza samotna wyprawa pociągiem na karuzeli. Mama w ataku furii na swoje jedyne rozbeczane dziecko, wyciągnęła mnie w „locie” przez okno rozpędzonej karuzelowej ciuchci. Oczywiście później był cały wykład, że przecież sama chciałaś, że nie wymyślaj. Ale jaki wpływ na emocje ma 3-letnie dziecko? Na strach na pewno niewielki. Jest to jedno z niewielu zdarzeń, które pamiętam z tego czasu. No może jeszcze oddelegowanie mnie do kąta przez przedszkolankę. No… przepraszam, że panią oplułam drugim daniem, ale chyba babcia ostrzegała, żeby nie wmuszać mi ziemniaków, jeśli zjem zupkę. Tak, to był mój ostatni dzień w przedszkolu.

image

Później było już tylko lepiej. Czyli urzędowanie na rewirach z dziadkiem. Byłam chyba jedynym dzieckiem w powiecie, które w wieku 3 lat było na bieżąco z losami i przygodami McGyvera i Strażnika Teksasu. Zwroty akcji, zaradność, szacunek innych ludzi, pomysły, zachowanie zimnej krwi w sytuacjach zagrożenia – to wszystko złożyło się na to, żeby dziadek dostał zakaz oglądania ze mną tych seriali… Po drzemce przebudziłam się z krzykiem i w portrecie pradziadka widziałam twarz wspomnianego już McGyvera. Postawiłam na nogi cały dom. Zakaz był spełniany częściowo, przecież Strażnika Teksasu mogłam oglądać. I te wspólne wyjazdy, wycieczki, podróże… pierwsze zarzyganie tyłu samochodu. To też jedno z niewielu wspomnień z tego wieku. Niewiele wtedy mówiło się o chorobie lokomocyjnej, więc podobno zdarzyło się to jeszcze kilka razy i za każdym razem otrzegałam:
„Będę rzy…!” – reszta szła z falą. Wtedy fale były.

Reklamy

Dzień dobry, jesteś nikim.

Nienawidzę spotkać osób, które zabiły kiedyś moją duszę, poćwiartowały ją i zjadły. Czuję się silna do czasu… Do kiedy ich nie spotykam. Wtedy patrzę na nich i wraca totalnie wszystko, każdy jeden smutny moment. Umieram ponownie.

Wiem. Zespół wazowagalny jest chorobą tak bardzo popularną, że aż wcale.
Wiem. Ludzie myślą, że udaję i sobie ją wymyśliłam.
Wiem. 3/4 osób kojarzy to z choroba psychiczną.
Wiem. Ile przez to gówno przeszłam.

Teksty walące po dupie bardziej, niż skórzany pas wracają z prędkością światła i trzaskają po głowie jak grad. Zabijają ponownie.

Pieprzone wspomnienia.

Nie ma ludzi idealnych. Nie było i nigdy ich nie będzie. Każdy z nas ma to coś dobrego i to coś złego. Wiem też, że moją jedyną wadą jest brak zalet. Muszą być też i tacy ludzie.

Chyba czas wystrzelić w kosmos, skoro nawet zwykłe wyjście do sklepu powoduje konieczność patrzenia na twarze, które cieszą się z cudzego smutku.

Cios(anie).

Wróć do domu.
Nie dziś, wróć jutro
nie musisz się spieszyć.
Nie będę czekać.

Pójdę do pracy,
jak zwykle.
I wrócę ze strachem.

Twa pięść ukoi ból ciszy
między nami.
Rozwieje samotność
i nicość.

Znów będzie,
jak zwykle.
Tylko nie dotykaj dzieci
i wróć jutro.
___________________________________

Nie zawsze pięść jest tak silna, jak słowa.

Dziękuję.

Kiedy śmierć zabiera więcej osób.

Żałoba, po stracie bliskiej osoby, jest niezaprzeczalnie ciężkim przeżyciem. Załamanie psychiczne, depresja… Można być gotowym na wszystko. Ale niestety śmierć zabiera często więcej osób, które ciałem są wśród nas.

Cisza od dwóch miesięcy, zabójczy wzrok, brak uśmiechu, grymasu… Jak jeździec bez twarzy. Pustka. Jeśli już coś usłyszysz, to tak głośno, że wszyscy sąsiedztwie słyszą. Słowa, które bolą i potrafią upokorzyć ego.

Ukojenie przynosi jedynie płacz. Ale to i tak nie robi wrażenia na rozmówcy (jeśli oczywiście się odezwie). Internetowy świat, który pochłania chwile przebywane w domu…

W tym momencie śmierć zabrała dwie osoby. Jednej duszę i ciało, drugiej tylko duszę.

Dentowstyd.

Wiem, jestem panikarą. Od małego, taka się już urodziłam.

Potrzebuję porady jak poradzić sobie z dentofobią. Dlaczego wiele osób śmieje się z tego zjawiska? Mimo prób przemawiania do swojego własnego rozsądku, mój organizm wie lepiej i na samo słowo „dentysta” dostaję takich objawów somatycznych, że ciężko wyjść z domu.

Płacz jest również obecny.

Stach, panika? Nie. To paranoja, fobia.

image

Cóż to był za weekend!

Kochani moi, nie uwierzycie. Przeżyłam najpiękniejszy weekend w moim życiu. Byłam w najpiękniejszym miejscu na świecie. Słońce ogrzewało moją twarz, delikatny wiatr rozwiewał mi włosy. Odpoczywając i popijając zimną wodę rozpływałam się nad pięknem, jakie mnie otacza.

Było cudownie. Lecz… Co jakiś czas ktoś jakby opryskiwał mnie wodą…
… Zimną wodą.

Ajć, przestań! Nie, nie, nie, nie! Nie wracam! Nie chce wracać! Nie!

Wróciłam… A jedynym widokiem, jaki mi pozostał, jest zabandażowany nadgarstek i nowe miejsce na schodach, gdzie zemdlałam.
image

Zbyt głupia na miłość.

Czy spotkało Cię dzisiaj coś złego? Przewróciłeś się? Potrącił Cię samochód? Spadłeś z łóżka w nocy? Deszcz spał tylko na Ciebie? W drewnianym kościele spadła Ci cegła na głowę? Mam na to tylko jedno słowo.

Przepraszam!

Ostatnio każda rzecz, która wydarzy się w czyimś życiu, niekoniecznie związana ze mną i tak łączy się z moją osobą. Czyjś katar, kaszel… Wszystko wraca.